„Jutro Też Jest Dzień” – rozdział I

Zapewne myślicie, że Trzy Kuzynki od zawsze były sobie tak bliskie i kochały się nawzajem. Ale nie zawsze było tak pięknie. Bynajmniej. Kiedyś, w dzieciństwie, najpierw bawiły się i rozmawiały jak najlepsze przyjaciółki, a potem krytykowały się nawzajem za plecami. Zaczęły się naprawdę lubić dopiero, gdy Amalia i Magda miały po trzynaście lat, a Karola czternaście.
Powodem była młoda dziewczyna ochrzczona Amandą, lat szesnaście. Niebieskie oczy, brązowe włosy i metr osiemdziesiąt wzrostu. Jej „przeprowadzka” dała się we znaki wszystkim dziewczynom, zwłaszcza Karolynie.
Tego dnia najstarsza kuzynka wracała właśnie uśmiechnięta z parku w towarzystwie Maksa. Nieszczęsny chłopak, zakochany w już w Magdzie, trafił na jeden z tych sławetnych flirciarskich nastroi Karolyny. Raz po raz rzucała mu zalotne spojrzenia spod rzęs i bawiła się czekoladowym kosmykiem włosów. Dziewczyna ciągle nie miała chłopaka. Warto nadmienić, że większość miejscowych chłopaków wprost szalała za Karolą, ale żaden z nich nigdy by się do tego nie przyznał.
Gdy w końcu dotarła do swojego pokoju w internacie i otworzyła drzwi, zobaczyła WŁAŚNIE JĄ. WŁAŚNIE ONA leżała na dodatkowym łóżku w pokoju Karolyny wśród jej rzeczy i przeglądała jakieś kolorowe pisemko dla nastolatek. Gdy usłyszała otwieranie się drzwi, podskoczyła, ale gdy ujrzała niską, brązowowłosą nastolatkę, popatrzyła na nią lekceważąco i spuściła wzrok.
-Ach, to ty pewnie jesteś tą Karolyną. Mogłabyś wziąć swoje bety z mojego łóżka?
Jej głos był bardzo kobiecy i uwodzicielski.
-Kim jesteś i co tu robisz?!- warknęła „ta Karolyna”.-Nie przypominam sobie, żebym wpuszczała cię do mojego pokoju.
-Och, tak się składa, że od dziś to także MÓJ pokój- powiedziała ONA protekcjonalnym tonem. -Pani Anastazja powiedziała, że od dziś będę dzielić go z tobą. Czy mogłabyś w końcu wziąć swoje rzeczy?
-MNIE jakoś nie poinformowała. Jak się w ogóle nazywasz?
-Jestem Amanda Krupa. Karolyno Cośtamlicka, jeśli w tej chwili nie weźmiesz swoich rzeczy, „wrzucę” je na podłogę.
Karola zarumieniła się z oburzenia i zaczęła zbierać swoje rzeczy. Jak Amanda może aż tak się rozpychać w JEJ WŁASNYM POKOJU? Gdy skończyła sprzątać, wepchnęła wszystkie rzeczy z łóżka do jej szafy. Miała szczerą nadzieję, że nowa współlokatorka chociaż jej nie przejmie na własność. Wyjęła telefon i puściła sobie popularną piosenkę na odprężenie.
-Wycisz to badziewie! Jak możesz słuchać tych jęków?- przekrzyczała muzykę tamta. -To ty mi rozkazujesz?- prychnęła Kara.
-Tak, nie zapominaj, że jestem starsza z naszej dwójki- uśmiechnęła się Amanda z triumfalnym uśmiechem. Co za baba.
Karolyna jakoś przeżyła ten dzień. Jutro może będzie miała spokój od tej tyranki. Przeliczyła się. Oj, trzeba było wierzyć Amalii, że optymizm się nie opłaca! Pojawiła się na szkolnym korytarzu i rozmawiała z jakimiś chłopakami. Liceum i gimnazjum niestety były ze sobą połączone. Karolyna poczuła, że przywitanie się z Mandy jest jej powinnością, więc podeszła do niej i zagadała, na co starsza dziewczyna odpowiedziała zdziwionym spojrzeniem. Jakby była od niej lepsza . . .
Postanowiła zaprosić Madzię i Amalię. Klasy gimnazjalne kończą lekcje wcześniej. Poszły do internatu razem, a w środku zastały… ją.
-Co ty tu robisz?- zdziwiła się Kara.
-Co cię to obchodzi. Nie rób mi już więcej wstydu przed p r z y j a c i ó ł m i- odparła wyniośle Amanda.
-Przyjaźń n i e istnieje- mruknęła Amalia.
-Dziecko, co ty „powiesz”- zaśmiała się gorzko Mandy.- Żyję trzy lata dłużej od ciebie, więc daj sobie spokój z wymądrzaniem się.
-No właśnie- rzekła ostentacyjnie Madzia. -Skoro żyjesz tu tyle lat, powinnaś mieć chociaż trochę więcej rozumu.
-Uroda nie idzie w parze z inteligencją- dodała Karolyna.
-Aha, to smutne- nie dawała za wygraną Amanda. -Wcale nie jesteście mądrzejsze ode mnie. Wiecie co, nie chcę marnować czasu na dziewczynki, które „mają olej w głowie”. Za rogiem jest dom wariatów, możecie tam iść.
-Wiesz co?- pokiwała głową Magda.- Mieszkam w tej okolicy od TRZYNASTU lat i dobrze wiem, co gdzie się znajduje. Więc zainwestuj w mózg I SPADAJ, PROSTACZKO!- krzyknęła Madzia.
Oburzona Amanda odwróciła się dumnie i odeszła, oburzona.
-Nie przejmuj się nią, Bap- mruknęła pogardliwie blondynka, w którą Karolyna wpatrywała się z podziwem. – Myśli, że jest mądra, bo ma więcej lat od nas. A nie ma za grosz szacunku do polskiego. Widać, że jakaś ciapata cudzoziemka, pewnie Angielka, taka dumna. W szkole, gdy widziałam ją w szatni, z ożywieniem rozprawiała z Asią Bromską o „padakach” modowych. Twierdziła, że nieposiadanie w szafie przynajmniej dwóch par szpilek to prawdziwa „kataleksa”.
-A o oleju w głowie wie chyba ze swojego przykładu- powiedziała Amalia.
Na drugi dzień współlokatorka kazała Karolynie nie nasyłać na siebie swoich „znajomeczek”.
Parę dni potem okazało się, że zawróciła w głowie całej okolicy. Była już na sześciu randkach, choć stacjonowała tu niecały tydzień. Kara potajemnie śledziła współlokatorkę i miała okazję zobaczyć jej zalotne spojrzenia i rozanielone uśmieszki.
Z dnia na dzień stawała się coraz bardziej bezczelna. Nazywała Karolynę wścibską smarkulą i posyłała jej ironiczne uśmieszki. Gdy kuzynki przychodziły do niej, stale je uciszała. W końcu i ona miała okazję ugościć dwie „znajomki”, jak to powiedziała. Piszczały i darły się, jakby stado psów rzuciło się na nie i próbowało je ugryźć. Po ich wyjściu Kara zdobyła się na odwagę i powiedziała Amandzie, że powinna je uciszyć, na co ta odburknęła, że Karolyna wcale jej nie powiedziała, że ma to zrobić.
-A czy w ogóle byś mnie posłuchała?- warknęła Karolyna, wprawiając Mandy w zakłopotanie. Nie, nie posłuchałaby.
Mijały dni i tygodnie, a Amanda powoli przestawała już być słodką, chichotliwą kokietką. Dokuczała Karze na każdym kroku, a nawet podniosła na nią rękę. Nie, to zbyt delikatnie powiedziane… Dwa razy wyrzuciła ją z pokoju. Zupełnie bezpodstawnie. W szkole zaś szła chwiejnym krokiem, zaczęła dokuczać także wszystkim wokół, nawet swoim byłym przyjaciółkom. Nocą puszczała głośną muzykę i Karolyna nie mogła spać. Przestała sprzątać po sobie i dbać o linię. Jednym słowem, korzystała z uległości Karolyny. Ta nawet podejrzewała Mandy o stosowanie używek i chodzenie na wagary. Zawsze, gdy wracała ze szkoły, współlokatorka była w pokoju.
Pewnego dnia, gdy Kara wróciła do internatu ze szkoły, zastała Amandę leżącą na łóżku wśród papierków i okruchów jedzenia. Na talerzu przed nią leżały dwie niedojedzone kanapki z szynką i kiełbasą. Wcinała taco i popijała Mirindą. Nagle z jej ust wydobyło się długie, głośne beknięcie.
-Nawet nie przeprosisz?!- krzyknęła oburzona Karolyna. Ona przynajmniej starała się być kulturalna.
-No o co, do jasnej anielki, się awanturujesz?!- rozdarła się Mandy. – Odbiło mi się!
-Jesteś okropna!- straciła panowanie nad sobą Kara. – Nie wiem, co ci chłopacy w tobie widzą!
-To samo można powiedzieć o tobie.- uśmiechnęła się Amanda, po czym znów odbiło jej się przeciągle.
Karolyna, dając upust emocjom, rzuciła się na łóżko i rozpłakała się. Nawet nie zauważyła, kiedy znalazła się poza swoim pokojem. Nie widziała, gdzie jest, bo była zawinięta w kołdrę, ale słyszała plusk wody…
Co stało się z Karolyną? Dowiecie się w części drugiej!

„Jutro Też Jest Dzień” – Prolog

Był 17 lipca. Powietrze było jeszcze wilgotne od minionej burzy. Słońce powoli wychodziło zza chmur i było dość ciepło. Czy to nie jest idealna pogoda na spacer?
Wzdłuż promenady szła pewna słoneczna dziewczyna o brązowych włosach jak spływające fale czekolady. Ruchy miała lekkie. Rozsyłała wokół siebie promienne uśmiechy. Czy była piękna? Nie, to słowo nie pasowało do tej dziewczyny. Ale za to miała coś więcej niż tylko piękno zewnętrzne: promieniowała serdecznością, życzliwością, jakąś słoneczną aurą i wystarczyło jedno spojrzenie, żeby stwierdzić, że to nie jest zwykła, zakompleksiona nastolatka. To była właśnie Karolyna. Jej po prostu nie dało się ignorować. Wiele osób chciało się z nią przyjaźnić, co nie znaczy, że była ideałem i miała super życie.

Chłopcy lgnęli do Karolyny jak muchy. Mimo, że nie była najpiękniejszą dziewczyną w okolicy, miała „to coś” w sobie, i „to coś” wystarczyło, by była uwielbiana przez większość chłopaków z dzielnicy. Obok niej szła Magda, jej kuzynka, która była stworzeniem uroczym, ale niestałym. „Emocjonalna kolejka górska”. Normalnie kroczyła przed siebie pewnym krokiem i sprawiała ogólne wrażenie osoby stanowczej i pewnej siebie. Teraz zaś szła jakby niepewnie, myśląc, że i tak nikt nie zwróci uwagi na nią. Wypadała tak blado na tle tego ideału. Tak w każdym razie myślała.

Dziewczyny właśnie przechodziły obok parku. Karolyna trajkotała jak szalona, że przyjechali jej koledzy na wakacje i jest bardzo podekscytowana spotkaniem z nimi, a potem zaczęła opowiadać bez ładu i składu, jak się poznali. Magda przytakiwała co chwila i zdawała się być obojętną na tą historię, ale tak naprawdę zazdrościła jej, że ma stałych kolegów. Na nią obrażali się z tak błahych powodów, jak samobój w piłce nożnej czy przegrana w jakimkolwiek innym sporcie, więc czy mogła nazwać ich kolegami?   Nie, nie mogła. Zaczęła się tym zamartwiać i nie dosłyszała, jak Karolyna mówiła, że spotkają się w parku z jej kolegami.

Kuzynki przeszły przez bramę, a Karolyna natychmiast ich wypatrzyła i podeszła do nich. Szła sobie swobodnym krokiem w stronę ich ławki. Chłopcy od razu zaczęli się za nią oglądać. Wypiękniała przez ten rok, o tak… od razu zaraziła ich uśmiechem. Przywitała się z nimi wylewnie i pokazała im Magdę. Maksiowi, w którym sama Karolyna kiedyś się bujała, od razu spodobała się Madzia. Stała sobie spokojnie przy klombie, wbiła w ziemię nieobecne spojrzenie, a jej włosy rozwiewał wiatr.

Maks, który nigdy nie miał żadnych problemów z nawiązywaniem znajomości, postanowił zagaić rozmowę z dziewczyną. Wyszedł przed nią, by się z nią przywitać. Tego się Madzia nie spodziewała. Czuła stres związany z poznaniem nowych osób, półci przeciwnej z resztą, przed nawiązaniem kontaktu. Przecież ona wcześniej nie znała takiego uczucia… To pasowało raczej do introwertycznej kuzynki Amalii niż do niej!

Właściwie to nie była aż tak towarzyską i pewną siebie osobą, po prostu dobrze czuła się w grupie… a raczej w znanej grupie. Rzadko nawiązywała kontakt z innymi ludźmi, bo większość miasteczka była jej znana. Byłoby jej dużo lepiej, gdyby nie jej tendencja do wyolbrzymiania rzeczy. Toteż, gdy Magda zauważyła idącego do niej chłopaka, zachowała się oczywiście jak wariatka i odbiegła od ławki. Maks popatrzył na koleżankę.

- Hej, wracaj! Magdaleno, wracaj!!- rozdarła się Karolyna.

- Coo…!- powiedziała bezgłośnie Magda,  rzucając Karze pełne pretensji i niezadowolenia spojrzenia zza kontenera. Nie ma zamiaru reagować na swoje pełne imię.

Maksio podchodzi bliżej do Karoli i pyta, spoglądając na owy kontener ze zdziwieniem:

- A co to za nowa?

-To jest Madzia. – odpowiada jego kumpela, myśląc, że to wszystko wyjaśnia. – To Magda, moja kuzynka. Mieszka w moim internacie. Nie przejmuj się. Jest naprawdę świetną osobą, jak się ją pozna, tylko… tak reaguje, gdy poznaje nowych.- wymusiła na swojej twarzy uśmiech. Skłamała, co dość często się jej zdarzało.

Maks szepnął coś do Michasia, a ten znowu przekazał to dalej. Wyglądało na to, że rozmawiają o Madzi. Wspomniana dziewczyna obserwowała ich bacznie zza swojej kryjówki, po czym schowała się głębiej. Wreszcie odezwał się Jonatan, niezbyt przekonany wyjaśnieniem koleżanki. Blond włosa dziewczyna nie wyglądała na nieśmiałą.

- KaKa, mogłabyś spytać się Madzi, czemu uciekła? Może mam coś na twarzy…?

- Okej, ale nie sądzę, byś uzyskał zadowalającą odpowiedź – uśmiechnęła się dziewczyna. – I czemu od razu z tą twarzą? Nie, nic na niej nie masz.

- Doprawdy? Wydawało mi się, że mi się przypatruje.

- A owszem, nawet na ciebie nie popatrzyła. Nie rób sobie zbędnych nadziei – odparła złośliwie.

Karolyna podeszła do śmietnika.

- Madziu, nie chowaj się, przecież oni nie gryzą… Chcieliby się z tobą przywitać, kochana, a ty takie numery odstawiasz… Magdaleno, czemu uciekłaś?

- No dobra, już, ok, wychodzę, ale nie mam zamiaru odpowiadać na twoje pytanie. I nie mów do mnie „Magdaleno”, bo mnie to drażni, ja cię proszę.

Wreszcie kuzynki wyszły zza śmietnika i poszły w stronę chłopaków, a Magda postanowiła się ogarnąć. Co w nią w ogóle wstąpiło? Teraz wstydziła się za siebie… Oczywiście wszyscy wokół patrzyli się na tą niepoprawną dziewczynę, która umknęła przy próbie zawarcia znajomości. Nie dziwiła im się i nawet zmusiła się do uśmiechu. Powitali się z nią i przedstawili. Oczywiście Michaś, znany z ciętego języka, nie potrafił się powstrzymać od złośliwego komentarza.

- Wypłakałaś się już, kochana, czy masz zamiar znowu wrócić do swojego gniazdka i patrzeć na wszystkich z ukosa?

Nie zważał na oskarżające spojrzenia i dokończył swoją wypowiedź.

- Nie do twarzy ci, dziubku, z takim brzydkim spojrzeniem i zmarszczonymi brwiami. Obrażalskie, chamskie dziewoje wyszły już z mody, blondasku.

- Co? Aż tak się skompromitowałam? Nie, ja nie mogę… ja wam chyba nigdy nie popatrzę w oczy… przepraszam, ale chyba muszę już lecieć… ja się chyba wykończę własną głupotą…

Dziewczyna rozpłakała się na dobre. Odwróciła się plecami do ławki i myślała, czy ma wybiegnąć z parku, czy zostać i pokazać kochasiowi, że doprowadził dziewczynę do łez.

Nienaturalne cudowanie Magdy na początku trochę rozśmieszyło Karolynę, ale gdy zaczęła płakać, zrobiło się jej żal kuzynki i kazała Michałowi się od niej odwalić. Podeszła do kuzynki i spróbowała się uśmiechnąć.

- Żyje się tylko raz, stara. Nie marnuj życia na przejmowaniu się młodzianami. Lepiej chodźmy razem na lody czy coś w tym stylu i zapomnimy o tym. Możemy też wstąpić do cukierni na jakieś ciacho, cukier poprawia nastrój. I zrobimy rundkę wokół jeziorka. I… może nawet wyjdzie z tego podwójna randka – uśmiechnęła się tajemniczo.

- Tobie zawsze spieszno… zawsze… daj mi spokój, Karolyno, na wszystko przyjdzie jeszcze czas i nie przesadzaj. Jutro też jest dzień. Nie musimy się spieszyć.

-Tak. Jutro też… jest dzień. – powiedział Maks i ich spojrzenia na chwilę się spotkały. Magda miała silne przeczucie, że w tej chwili coś zmieniło się nieodwołalnie…

——————————————————————————————————————–To już wszystko. Wzorowałam się na tej starej, głupawej historyjce podpisanej „Epilog” :cry: Jestem zadowolona z tego prologu, bo nie mam talentu pisarskiego, piszę stosunkowo rzadko i jak coś zaczynam, nie zawsze kończę. Ale nie będę się obnosić pychą, bo pewnie za parę lat znowu przeczytam tą opowieść i stwierdzę, że byłam głupia, a sama historia jest strasznie głupia i pozbawiona sensu. To na tyje, buja! :)